Stań przy mnie – reż. Rob Reiner

Całkiem udana, choć nie do końca, próba przeniesienia jednego z najciekawszych opowiadań mistrza horroru Stephena Kinga na ekran. Historia pochodzi ze zbioru czterech krótkich opowieści Cztery pory roku i tam miała nazwę Ciało. Czwórka przyszłych absolwentów małomiasteczkowej podstawówki dowiedziała się, że poszukiwany od kilku dni rówieśnik leży martwy kilkanaście kilometrów za miastem, przy torach. Postanawiają w tajemnicy wyruszyć na wycieczkę wzdłuż torów, by odnaleźć ciało kolegi i poczuć ten dreszczyk emocji, jaki temu towarzyszy. Kilkudziesięciostronicowa opowieść utrzymana była w nostalgicznym tonie – utraconym na zawsze dzieciństwie, zapomnianych kolegach. Film nie podniósł tego ciężaru, przynajmniej nie w pełni. Chociaż zachował kilka ważnych elementów, to jednak nie jest to. Film, podobnie jak książka opowiadany jest w formie wspomnień głównego bohatera, jednak reżyser postanowił zmieniać istotną scenę, niepotrzebnie go idealizując. Pozostałe elementy zostały niemal nietknięte. I chociaż to wielka zaleta Ciała, to jednak o bardzo dobrej adaptacji nie ma tu mowy. Co najwyżej, tylko dobrej.