Speed Racer – Andy i Larry Wachowscy

W końcu. Od czasów wypuszczenia w świat ostatniego Matrixa jedyne informacje na temat Wachowskich dotyczyły ich dziwactw pokroju zmiana płci. I oto nagle – do kin wchodzi ich nowe dzieło, przeniesiony ze starych komiksów motoryzacyjny maniak. Efektowne kino, nie ma co. Jedna czwarta filmu jest fabularnym pretekstem do wypuszczenia na tor super-wyścigówek z masą bajeranckich opcji. Zdawałoby się, że Wachowscy stworzą coś dla młodszych i starszych widzów, jak robią to twórcy bajek w ostatnich latach. Dzieciaki mogą nacieszyć oczy komputerowymi animacjami, a dorośli mogą raczyć się gierkami słownymi i aluzjami w dialogach. Andy i Larry poszli na łatwiznę, utrudniając rodzicom czas spędzony w kinie z pociechami, bo ich raczej dynamiczne widoki nie będą interesowały. A te są naprawdę dynamiczne przez duże D. Rozpędzone niesamowicie samochody, rażące wręcz, miksujące się kolory, aż na dłuższą metę może to nudzić i zniechęcić. Maniacy żyjący jeszcze Matrixem niech się nie nastawiają – to nie film dla was. To jest film dla każdego, kto chce pooglądać sobie inny typ efektów specjalnych. Dużo kolorów, infantylna atmosfera, konkretny podział postaci – na dobrych i złych, co jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że dorosły na seansie nie będzie miał co robić, prócz podziwiania kolejnych to driftów z eksplozjami w tle.