Pulp Fiction – reż. Quentin Tarantino

Kopalnia cytatów. Film, który podzielił gangsterskie produkcje na przed i po swoim pojawieniu. Kto nie słyszał chociażby jednej kwestii wypowiadanej przez Julesa, Butcha, Mię czy Vincenta? Kto nie widział tej żonglerki scenariuszem, która sprawiła, że film zyskał miano kultowego? Wielu bowiem twierdzi, iż to właśnie pomieszanie rozdziałów nadało Pulp Fiction inny wymiar. Historia dwóch gangsterów, ich szefa Marcellusa, jego żony Mii i robiącego ich wszystkich w wała Butcha. Co tu mówić jeszcze o Pulp Fiction? Złota nie trzeba polerować, żeby upewniać się że jest złotem, tak nie trzeba pisać co jakiś czas, że dobry film jest dobry. To drugi po Wściekłych psach produkt ze stajni Tarantino i znowu widzowie raczeni byli dużą dawką oryginalnego brutalnego świata, jaki nakręcił na taśmy ten awangardowy reżyser. Muzyka nie zostaje zbyt wiele do komentarza, bo jest świetna, idealnie dobrana, i jak zawsze z innych epok. Jeżeli chodzi o aktorów, to postacie te były pewniakami, z wyjątkiem wypadającego z branży Travolty – jak widać Quentin ma także talent do wskrzeszania w podupadających aktorach reszty talentu. To zresztą wyszło także przy innych produkcjach.