Pierwszy z opisywanych klasyków

Gra, którą znają często nie tylko zapaleni gracze, ale także osoby mające niewiele wspólnego z elektroniczną rozrywką, a jednak w tej jednej coś odnaleźli, coś innego. Ciężko bowiem facetowi nie wciągnąć się w grę, która opowiada o drugiej wojnie światowej i jest ciekawsza od filmów militarnych – bo tym razem to my, a nie aktorzy wykonujemy przeróżne akcje, manewry. Fenomen tej serii jest znany od lat i od lat zauważam, że jeśli już ktoś gra w Commandosa, to przeważnie w pierwszą, ewentualnie drugą część. Im dalej, tym gorzej. A to za sprawą, według mnie, grafiki. Commandos kojarzy się z dosyć prostą, ale bardzo funkcjonalną w tego typu grze grafiką 2D. Po wprowadzeniu „udoskonaleń” w postaci grafiki trójwymiarowej, gra straciła wiele. Kolejne części przeszły już bez takiego echa jak pierwsza, plus dodatek doniej („Beyond the call of duty”). Ostatnia wydana część z serii okazała się już kompletną klapą. Ktoś, mało widać rozgarnięty, pomyślał, że Commandosa należy przedstawić z „pierwszej perspektywy”. Ot i nieszczęście gotowe. Nie poznałem bowiem do dziś ani jednej osoby chwalącej ostatnią część tej gry. Mało osób w ogóle miało do czynienia z tą grą, już sama grafika odrzuca. Kolejny raz widać, że klasyka ma większą siłę przebicia niż gry nowe, koniecznie z grafiką 3D.