Nie ma takiego numeru – reż. Bartosz Brzeskot

Najpierw był Ocean 11, potem Ocean 12, na końcu oczywiście to samo, tylko z 13 u boku. Między kolejnymi etapami tworzenia tej serii powstało coś jeszcze, tutaj, w naszym kraju. Reżyser Nie ma takiego numeru nawet nie udawał, że jego film nie jest inspirowany powyższą trylogią, bo to jest oczywiste. Cwany złodziej napalił się na majątek kasyna, z nie do końca legalnymi pieniędzmi. Zbiera więc ekipę doświadczonych specjalistów, którzy zgadzają się wspomóc go w skoku. Lekkie i całkowicie niewymagające. Twórcy postarali się, by nie zgubić szlaku mocno utartego przez serię Oceanów. Idzie im to całkiem dobrze, zachowali ten sam styl wiecznie wyluzowanych, pewnych siebie złodziei, którzy zachowują zimną krew w najgorętszych nawet momentach. Wygląda to całkiem przyzwoicie, jawna kserokopia wielu schematów nie razi, jak przewidywano. To dobrze. Oszustwem jednak jest udział w filmie Mariusza Pudzienowskiego i Jana Nowickiego. Ich udział ogranicza się do jednego ujęcia na głowę, chociaż ich twarze dumnie prezentują się na plakatach. Zwyczajny zabieg marketingowy, ewidentna droga na skróty w promocji. Nie gorszy to filmu, ani nie ulepsza.