Jurassic Park – reż. Steven Spielberg

Najpierw była książka, potem nakręcono film. Ten rozpędził na całym świecie prawdziwą dinozauromanię – każdy dzieciak chciał mieć w domu swojego własnego T-rexa albo Vielociraptora. Sprawa ma się tak: na jednej z wysp u wybrzeży Kostaryki pewien ekscentryczny milioner planuje otworzyć niecodzienne zoo. Jego atrakcją będą zwierzęta, ale te, które wymarły 16 milionów lat temu. Grupa naukowców ma spędzić tam weekend, by ocenić bezpieczeństwo zwiedzających turystów. Jednak pierwszego dnia wszystko się sypie – pod wpływem niefortunnych przypadków krwiożercze, wściekłe dinozaury wydostają się na wolność Spielberg namęczył się przy tym filmie. Nie dziwota, bo większość dinozaurów była nie komputerową imitacją, a najprawdziwszymi robotami, które kosztowały go fortunę. Ale sam film przyniósł mu o wiele więcej, zyskując miano najbardziej kasowej produkcji filmowej. Co prawda, do tej pory została ta suma pobita, ale wtedy był to absolut. I słusznie. Krytycy mówili, że tak wielki sukces osiągnięto tylko dzięki ogromnym gadom – reszta była zwykłym thrillerem, jakich wiele. Ale to przecież o to chodzi – diabeł bowiem, tak jak i geniusz, tkwi w szczególe.