Category Archives: Filmidło

Jackie Brown – Quentin Tarantino

Trzeci film jednego z najciekawszych reżyserów współczesnego kina. Tarantino nie schodzi z tematyki, jaką zajmuje się we Wściekłych psach i Pulp fiction – gangsterskich porachunków, honoru i przekrętów – ale tym razem pierwszeństwo ma tutaj płeć piękna. Jackie, stewardesa mało prestiżowej linii lotniczej, próbuje dorobić na boku przemycając narkotyki dla miejscowego, dobrze ustawionego dilera (tutaj genialny jak zawsze Samuel L. Jackson). Ale oto wpada i trafia do aresztu. Dwaj detektywi, którzy są wyjątkowo cięci na cwanego dilera, dają jej alternatywę – jeśli pomoże im wpakować go do pudła, zwolnią ją z zarzutów. Ona uprzedza go i obiecuje, że nie da się przekupić, jeśli on potem wyciągnie ją z pudła. Zgadza się. Jednak ona ma w planie coś lepszego – wystawić i detektywów, i swojego bossa do wiatru. Zdecydowanie lepsze od Wściekłych…, ale gorsze od Pulp fiction. To nietypowy film jak na Tarantino, bo opowiada historię stricte kryminalną. Nie ma tu oczekiwanych przez zwolenników kino-Tarantino cytatów, zakończenie zdecydowanie z happy-endem. I jest to pierwszy obraz, gdzie Quentin wykorzystał kobiety nie jako maskotki twardych facetów, ale twarde babki, które radzą sobie w każdej opresji.

Jurassic Park: Zaginiony Świat – Steven Spielberg

Odcinanie kuponów, mówili znawcy. Spielberg leci na kasę, jedzie na sprawdzonym patencie, powiela sprawdzony pomysł i przenosi go – to znaczy dinozaury – do wielkiego miasta. Ekscentryczny milioner zmuszony był zamknąć ośrodek. Jednak na horyzoncie pojawił się chciwy przedsiębiorca, który w opuszczonej wyspie, po której biegają prehistoryczny gady, widzi żyłę w dalszym ciągu pompującą złoto. Wysyła wyspecjalizowaną grupę myśliwych, by schwytali kilka okazów i przekonali inwestorów, że to żywe kury znoszące złote jaja. W przedsięwzięciu tym przeszkodzić chce matematyk, który ocalał w poprzedniej części i wie, czym grozi igranie z tymi stworzeniami. Zaginiony Świat potwierdza teorię kontynuacji filmowych – każda druga część dobrego filmu okazuje się co najmniej słabsza. Tak jak i ta. Zrobotyzowane atrapy dinozaurów zamieniono na komputerowe, co niestety widać. Co prawda, umożliwiło to nakręcenie ciekawszych scen, kiedy ludzie dosłownie ocierali się o krwiożercze gady i ledwo uszli z życiem, ale zwyczajnie widać sztuczność w ich ruchach. Poza tym fabuła. Cienka, w porównaniu z pierwszą. I tyle.

Szkoła uczuć – reż. Adam Shankman

Przeniesiona z ckliwej noweli na ekran historia nastoletniej parki, której motyw przewodni brzmi, kto się czubi, ten się lubi. Nie żeby było to jakieś specjalnie ambitne dzieło, bo nie jest, ale ma w sobie coś. Licealista-rozrabiaka Landon dostaje naganę w szkole i karę w postaci przymusowego udziału w wiosennym przedstawieniu. Prawdziwe odkupienie. Prosi szkolnego kujona, pozornie mało atrakcyjną Jamie, by pomogła mu w nauce jego roli. Ta po postawieniu jedynego warunku – nie może się w niej zakochać – zgadza się. Z czasem, oczywiście, pozornie chwilowa znajomość przeradza się w coś poważniejszego. I kiedy w końcu przyznają obydwoje, że są w sobie zakochani, Jamie postanawia wyjawić mu pewien sekret. Bardzo ckliwa, prosta historyjka o miłości niemożliwej. Wszystko dzieje się w spokojnym miasteczku pełnym równo przystrzyżonych trawników i miłych sąsiadów. Niby nic interesującego, ot kolejny film dla jakieś zakochanej gimnazjalnej – ewentualnie licealnej – parki na sam początek znajomości. Jednak historia ta coś w sobie ma – taką bezpretensjonalność, reżyserka nie siliła się na jakąś wyższą pointę (może poza tym, że miłość przetrwa wszystko etc.).