Carrie – reż. Brian de Palma

Bardzo udana adaptacja dziewiczej powieści Stephena Kinga. Za jej realizację zabrał się znany i szanowany reżyser. I dobrze, bo pomysł był bardzo udany – szkoda byłoby go zawalić. Carrie jest zwykłą szarą myszką małomiasteczkowego liceum. Nikt jej nie lubi, dla całej szkoły stanowi obiekt nieustannych drwin i głupich dowcipów. Nie lepiej ma w domu, gdzie jej matka, religijna fanatyczka, za wszelką cenę chce uwolnić córkę od grzechu, dlatego wychowywała ją według sztywnych i niekiedy chorych wręcz zasad. Wszystko do czasu, kiedy jeden z kolegów ze szkoły zaprasza ją na bal maturalny – zazdrosne koleżanki wyrządzają jej okrutny żart, który uwolni z niej tłumiony przez te wszystkie lata telekinetyczny potencjał. Można się przestraszyć na tym filmie. Od widoku miny wystraszonej, zdezorientowanej i zakrwawionej twarzy Carrie cierpnie skóra. Masowe morderstwo popełniane pod wpływem wściekłej furii robi wrażenie. Brawa dla głównej aktorki. No i dodatkowa atrakcja – można zobaczyć tutaj młodego Johna Travotle. Po prostu bardzo solidna adaptacja De Palmy, który zresztą w przyszłości okaże się częstym reżyserem-fanem kingowskich opowieści.